Peace, Love & Vegetables - wywiad z twórczynią restauracji  “Bliski Wschód”

Peace, Love & Vegetables - wywiad z twórczynią restauracji “Bliski Wschód”

O kierowaniu się w życiu intuicją i przepięknej przygodzie, jaką może być prowadzenie restauracji, gdy podchodzi się do niego z sercem i uważnością. Zapraszamy do lektury niezwykłej rozmowy z Katarzyną Kowalczyk – kreatorką i menadżerką „Bliski Wschód Vege Street Food & Cocktail Bar”, która dogadała się z duchem 👻

Jak to się wszystko zaczęło?

Zaczęło się tak, że inwestor z którym współpracuję od 15 lat, mimo mojej niechęci wygrał  w przetargu lokal i dał mi 5 dni na wymyślenie koncepcji. Zbaraniałam. W ciągu pięciu dni zaplanować, co zrobić ciekawego na 413 m2 to nie lada wyzwanie. Spakowałam się i wyjechałam pod Warszawę do Wilgi, licząc na to, że w kontakcie z naturą przyjdzie do mnie jakaś inspiracja. Byłam zdesperowana na maksa!

Udało się?

Spacerowałam i piłam wino na przemian, szukając weny i nagle spomiędzy drzew wyłonił się budynek. Byłam w Wildzie milion razy, ale nigdy wcześniej nie natrafiłam na ten gigantyczny ośrodek buddyjski! Jakim cudem? Lekko zszokowana weszłam do środka, okazało się że jest to kawiarnia wegańska. Zamówiłam jedzenie, które okazało się wybitnie pyszne. Przyszedł wieczór, wróciłam do ośrodka, w którym zawsze się zatrzymuję i okazało się, że jest w nim wesele, na które zostałam spontanicznie zaproszona. Stwierdziłam, że skoro nie wymyśliłam niczego mądrego, to sobie chociaż zatańczę! No i okazało się, że wesele też jest wegańskie, a właściwie to wegańsko-wegetariańskie.

To był drugi znak!

Dokładnie. Obudziłam się następnego dnia i połączyłam kropki. Dlaczego nowa koncepcja restauracji przy ul. Złotej 11 ma nie być wege? Zdecydowałam, że to będzie kuchnia roślinna zwłaszcza, że kwestie dbania o planetę i ograniczania cierpienia zwierząt są mi bardzo bliskie.

Uwielbiam tę historię. Jak zaczęła się Twoja przygoda w gastro?

Można powiedzieć, że urodziłam się w gastro, ponieważ mój tata kochał gotować, a moja mama była przez 25 lat swojego życia zawodową kucharką i szefową kuchni. Od siódmego roku życia towarzyszyłam im w restauracjach i to nie byle jakich! W tamtych czasach była to najlepsza restauracja na Starym Mieście w Warszawie– „Świętoszek”. Ktokolwiek znany przyjeżdżał do Polski, czy to aktor, czy prezydent to stołował się właśnie tam.

I jak to było wychowywać się między stołami?

Przede wszystkim smacznie. W tamtych czasach nie wszystkie produkty były dostępne, ale w „Świętoszku” było wszystko. Było też ciekawie, bo ten lokal zawsze tętnił życiem i to mnie ukształtowało. Do dziś lubię, jak dużo się dzieje, uwielbiam przepływ energii i ludzi.

A powiedz, gdzie poszukujecie inspiracji do kuchni Waszej restauracji? Widzę, że połączyłaś kuchnię całego Wschodu 😊

Pierwotnie miała to być kuchnia Bliskiego Wschodu. Wyniknęła ona z mojej fascynacji  smakami orientu i licznymi podróżami, ale na prośbę naszych gości zaczęliśmy ubogacać nasze menu. Ponadto, największą inspirację w naszym menu stanowi Miłość. Miłość naszego Szefa Kuchni - Andrzeja, do jego cudownej żony, która jest hinduską, stąd też jego zamiłowanie do kuchni z różnych regionów Indii. Andrzej wraz z żoną i córkami uwielbia podróże i po każdej wraca z nowymi pomysłami. To widać w naszym wielokulturowym menu.

Super! A co jest dla ciebie największym rarytasem w waszej kuchni?

To będzie banalne, ale najczęściej wybieram hummus, bo jest tak pyszny, idealnie kremowy i delikatny, że nie mogę sobie odmówić! Drugą rzeczą jest „burek” – cienkie ciasto ze szpinakiem, przysmażone z czosnkiem, przyprawami i serem. I to jest po prostu mega sztos. Babaghanoush z tahiną też bardzo polecam. Nasi klienci znajdą dużo pyszności na talerzykach mezze. A z popisowych dań Szefa Kuchni zdecydowanie curry – to smak, który na długo zostaje w pamięci i dla wielu naszych gości, jak i dla mnie miłość od pierwszego kęsa.

Widziałam, że w swojej karcie macie także koktajle, które są zainspirowane kuchnią Bliskiego Wschodu – jak to zrobiliście?

Zdaję sobie sprawę, że Wschód jest głównie bezalkoholowy, ale ponieważ nasi goście kochają koktajle, nasi barmani nauczyli się przemycać smaki Wschodu jak róża, pistacja czy chałwa. Myślę, że rezultat jest bardzo interesujący.

Brzmi ciekawie! Sporo u Was też ciekawych wydarzeń, macie regularne koncerty na handpanie?

Te koncerty są genialne. Naprawdę genialne! I też się z tym wiąże ciekawa historia – bardzo długo chciałam, żeby ktoś u nas grał na handpanie i nie mogłam odnaleźć właściwego muzyka, aż wreszcie Wszechświat odpowiedział na moją prośbę. Podczas wycieczki rowerowej  po Parku Saskim  nagle usłyszałam ten magiczny dźwięk. Oczarował mnie do tego stopnia, że zsiadłam z roweru, aby jeszcze lepiej się wsłuchać. Od pierwszej nuty wiedziałam, że to jest dokładnie to, czego szukam. Objechałam cały park i nie mogłam w ogóle zlokalizować źródła. Gdy już się poddałam i stwierdziłam, że jadę do domu … i tak jadąc  w kolejnej alejce zobaczyłam źródło tego kojącego dźwięku, na ławeczce siedział Kuba Makowczyński i grał. Grał tak pięknie, że nie tylko ja, ale większość spacerowiczów przystawała, by dać się ukoić tym dźwiękom. Po chwili rozmowy, zaczęłam namawiać Kubę na spotkanie i współpracę .

... Czyli było trzeba go namawiać?

Tak, takie mam wrażenie że trochę go trzeba było przekonać. Pierwotnie nie chciał „grać do kotleta”. Natomiast z racji naszego specyficznego wystroju i określonej kuchni, wpasował się tu tak, jakby zawsze tu był. I teraz grają z Wową – swoim znajomym we dwóch. W każdy wtorek. To magiczny duet który wycisza duszę. Polecam sprawdzić. Nic tak nie relaksuje, jak te dźwięki.

Dużo decyzji też podejmujesz w taki intuicyjny sposób?

Od wielu, wielu lat kieruję się swoją intuicją, bo to się bardzo sprawdza. Niestety w tym zabieganym świecie rzadko jej słuchamy. Trzeba zrobić przestrzeń, żeby dopuścić ten głos.

Widziałam, że macie również taniec brzucha?

Tak, wtorki są relaksacyjne, piątki bardziej rozrywkowe. Taniec brzucha to nasza Monika, która robi to rewelacyjnie. Jest piękną kobietą, wprowadza cudowną atmosferę, zarówno swoim tańcem, jak i pięknymi kreacjami. A w sezonie letnim, kiedy wystawiamy ogródek, dodatkowo w piątki mamy DJ-a, DJ Manali, który jest z Indii!

Viceversa, co to?

Viceversa to największa wyszukiwarka wydarzeń w Krakowie!

Miej wszystkie wydarzenia zawsze pod ręką, organizuj spontaniczne wypady ze znajomymi i już nigdy nie przegap niczego ciekawego!

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Chyba to samo, czego zarazem najbardziej nie lubię, czyli dynamikę. Bo ta dynamika jest fajna, jak się dzieje fajnie. A gorzej jest z tą dynamiką, jak się zaczyna wszystko psuć i walić. Ale tak, najbardziej lubię to, że nie ma nudy, ciągle są wyzwania. Rola menadżerki w gastronomii jestpracą wielozadaniową, bo trzeba trochę być pielęgniarką, psychologiem, marketingowcem, kucharzem. Ale jak się domyślasz, z serwowania pysznego jedzenia i obserwowania zadowolenia gości jest wielka satysfakcja! Opinie na Google Maps pokazują, że dobrze nam wychodzi  to, co robimy i daje mi to motywację do bycia jeszcze lepszymi.

Pięknie o tym mówisz, tylko pogratulować! A co najważniejsze podczas prowadzenia restauracji?

Najważniejszy jest zespół i to, aby dobrać ludzi, którym się będzie chciało tak samo, jak tobie. Inaczej nic się nie uda. A ja mam najlepszy na świecie zespół! Bliskim Wschodem kieruje kobieca energia w osobach cudownych Agaty i Izy. A łącznie na zadowolenie naszych gości pracuje ponad 20 osób z różnych części świata. To ogromne szczęście że los przeciął nasze ścieżki i możemy współpracować przy tym projekcie. Dodatkowo, w tym biznesie trzeba wiedzieć, czego się chce i zmierzać do tego, nie słuchając innych. Podszepty z każdej strony mogą Cię z tej drogi wybijać. Metodą mojego sukcesu jest bycie konsekwentną w działaniu i trafianie na dobrych ludzi.

Do czego porównałabyś pracę w gastronomii?

Do macierzyństwa. To jest zarazem najpiękniejsza i najtrudniejsza przygoda. Uważam, że mało która branża, wymaga takiej wszechstronności. To jest całe życie w pigułce.

Jakbyś miała określić to miejsce jednym słowem?

Będą dwa: pozytywne wibracje! I one są zarówno w jedzeniu, jak i atmosferze tego miejsca. Gdy stałam w Walentynki na hoście, czyli zaprowadzałam naszych gości do stolika, to po całym dniu pracy pomyślałam sobie: „Boże, jaka ja jestem szczęśliwa! Jakich ja mam fantastycznych gości! Jakie dobrą są tu wibracje!” i to nie tylko w atmosferze lokalu, ale także w jedzeniu – bo jest zdrowe, pyszne, ma pozytywny wpływ na ekologię i przyczynia się do ograniczania cierpienia zwierząt.

Jednym słowem: „Peace, love & vegetables!” 😊

Dokładnie!

Przychodzi Ci do głowy jakaś szalona anegdota związana „Bliskim Wschodem”?

Tak. Bo my tu mamy ducha.

Macie ducha?

Mamy ducha. Mieszka z nami Zbigniew, bo tak ma na imię. I Zbigniew w tym miejscu kiedyś prowadził biznes i niestety stracił cały swój majątek i nie może się z tym wciąż pogodzić. Na początku rzeczywiście bardzo nam przeszkadzał.

Ale powiedz, on daje o sobie jakoś znać?

Psuje wszystko, albo raczej psuł bo już się ze Zbigniewem dogadaliśmy.

Jak się z nim dogadałaś?

Przychodziłam i go prosiłam.

Jak odkryłaś jego obecność?

Od początku czułam, że coś jest nie tak, a że ja wierzę w energię i ją wyczuwam, no to na początku puszczałam mantry, paliłam kadzidła, Palo Santo, listki laurowe i któregoś dnia zapaliłam białą szałwię. No i się zakopciła grubo, Zbigniew się wkurzył, że go wypędzamy i bardzo dużo nowych sprzętów i urządzeń uległo awarii w tym samym czasie! Jakby nie wystarczyło to, że otwieraliśmy się w pandemię.

Niezłe kombo!

Pamiętam to jak dziś - otworzyliśmy się 10 października, a 20 rząd zamknął restaurację w związku z pandemią, tak więc „Bliski Wschód”, nad którym pracowałam dwa lata, podziałał 10 dni i go zamknęli.

Słabo. I co było dalej?

Zaczęłam tracić nadzieję że uruchomię ten projekt. Ale się udało! Krótko po ponownym otwarciu po pandemii , przyszła pewna Pani po lunch i od momentu, gdy ją zobaczyłam, coś pchało mnie do niej, żeby podejść. Usiadłyśmy, ona spojrzała na mnie i powiedziała: „Pani wie, że pani ma tu ducha?”, mówię jej na to: „tak, wiem” (śmiech). Później się okazało, że Pani jest medium. Takich sytuacji było potem jeszcze kilka z różnymi naszymi gośćmi, którzy „czują więcej”, ale ze Zbigniewem się już dawno dogadaliśmy i nie sprawia nam już kłopotów. Z resztą sprawdźcie sami 😉 Teraz mam wrażenie że wręcz pomaga i wspiera bo idziemy jak burza.

Co za kosmiczna historia i rozmowa! Dziękuję Ci bardzo za podzielenie się tymi wszystkimi smaczkami, Kasiu! A Was zachęcam gorąco do odwiedzenia „Bliski Wschód Vege Street Food & Cocktail Bar” przy ul. Złotej 11 w Warszawie ze zniżką 30% od Viceversa!

No items found.
Pobyt w Krakowie? Najlepiej w hotelu Grand Ascot

Minimalistycznie i na luzie, wygodnie, jak w domu. Serdeczna atmosfera, która powita Was w progu, będzie towarzyszyć do końca pobytu. A po dniu pełnym wrażeń, najlepiej zawitać do hotelowej restauracji FOUR. Jednym słowem, warto tu być! 🏨

Boska Jola, to nawet nie jest ona. Za to w Boscaioli wybuchnie Wam w twarz włoska energia

Ulica Szewska bez niej nie byłaby taka sama. O fenomenie włoskiej knajpy, w której każdy znajdzie coś dla siebie🍝.

Rozmawiamy z Keti Prangulaishvili, czyli królową gruzińskich win

Jakie są gruzińskie wina? Takie jak Keti – charakterne! Zapraszamy Was dziś do wywiadu z twórczynią jednego z najbardziej magicznych miejsc na mapie Krakowa – GMT Georgian Wine&Art. Gallery. Podczas tej rozmowy poczujesz wyraźnie, że Gruzja jest kobietą.

Sign up to our newsletters and we'll keep you in the loop.

Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.